Latawce nie zawsze chca sie unosic

To jest moja lekcja na dzis.Przy slabym wietrze latawce po prostu nie chca latac.Plan byl,oczekiwania tez.I to duze.Zabralismy latawiec do parku,pogoda byla piekna,cale otoczenie tez.Na wstepie moje dziecko mi powiedzialo ze wszystko robie zle,mial racje,plataly mi sie linki,nie umialam tego cholerstwa rozlozyc i tak dalej.Probowalismy jednak.Wiatr momentami byl dobry i widac bylo ze latawiec ma wielka ochte wzbic sie w powietrze,szarpal,podrygiwal w powietrznym tancu.Niestety,wzbijal sie na chwile i niedlugo pozniej opadal na ziemie.Mimo calego naszego wysilku,bieganiu po parku tam i z powrotem latawiec tylko raz wzbil sie naprawde wysoko.Nadzieje odzyly i…latawiec spadl na ziemie.I wlasnie takie byly te ostatnie 2 dni.Pomimo wysilkow jakie wkladalam w to zeby czuc sie pozytywnie i dobrze,w pewnym momencie poczulam znuzenie.Dzisiaj przyszlo mi do glowy pytanie co ja wlasciwie robie i do czego to zmierza.Mam na mysli zdrowienie.Dopadlo mnie zwatpienie po calosci.Trudno jest mi pogodzic obowiazki ze zdrowieniem.Jestem niecierpliwa i chcialabym widziec efekty juz,natychmiast.Byc oswiecona,reagowac ze spokojem,byc dla siebie dobra,wyrozumiala do innych.Nic z tych rzeczy poki co.Na pewno jestem dla siebie dobra w tym wzgledzie ze nie zatuwam sie plynna rozpacza czterdziesto procentowa.Ale pojawil sie gniew.Rozdraznienie tez.Musze pamietac o tym ze to naturalny proces zdrowienia,ze za kazdym razem bylo podobnie.Jezeli nad tym nie pracowalam,gniew sie potegowal,jezeli pracowalam,zauwazalam,bylam w stanie sie zatrzymac.A gniew ZAWSZE bierze sie z lęku.I ten lęk musze przepracowac.Na szczescie nie wywalam zlosci na innych(raczej).Bardziej skupia sie ona na tym co mam pod ręka,na przedmiotach lub na sobie.Nie lubie tego i bardzo chce to zmienic.I dzis ta zlosc,lęk,znuzenie doprowadzily mnie do tego ze mialam ochote sie napic.Czyli wyzwalacz numer jeden w moim przypadku to zmeczenie i znuzenie.W takich momentach jestem najbardziej podatna na to zeby zlapac za drina.Zapominam dlaczego chcialam przestac pic.Chcialabym tamta niedziele,kiedy dotarlo do mnie jak bardzo chce trzezwosci miec zawsze przed oczami.Zatopic ten moment jak muche w bursztynie.Na szczescie zamiast pic posluchalam trzezwych podcastow,poczytalam ksiazke o zdrowieniu,otworzylam tego bloga ktory jest po czesci jak ten bursztyn z mucha.Nie kazdego dnia wieje silny wiatr ktory unosi nas wysoko w chmury.Niektore dni wymagaja wiecej pracy.Harówy powiedzialabym.Jak to ktos kiedys powiedzial-wloz w swoje zdrowienie/trzezwienie tyle wysilku ile wlozylas w picie.Mysle ze ten latawiec wzbije sie jeszcze wysoko w chmury

Published by joannadark123

Trudno napisac cos o sobie kiedy sie do konca nie wie kim sie jest.Odkrywam powoli.Lubie slonce,bieganie i kundalini.I lecze sie z uzależnienia od alkoholu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: