Nigdy Nie Kwestionuj Decyzji

Dzien 7,odczuwam spokoj.Ciekawa sytuacja wczoraj,jechalam do sklepu po kilka rzeczy i pomyslalam przez chwile ze jest piatek.Na piatek nigdy nie bylo bata,od poniedzialku powiedzmy nie pilam ale piatek??W piatek wszystkie obietnice o trzezwosci jakos tak szarzaly i do wieczora nic z nich nie bylo.Wiec jechalam samochodem i przyszlo mi to do glowy.Na przegubie ręki czulam moja opaske trzezwosci z literami NNKD-Nigdy Nie Kwestionuj Decyzji.Spojrzalam na nia.Poprzednia,gumowa zdjelam bo moj syn dal mi swoja,taka ktora dostal kiedys w szkole,na odwrocie napisalam literki,on mi ja zapiął.Poczulam ciepło i bezpieczenstwo patrzac na nia.Ma teraz podwojna moc:):).Powiedzialam do siebie glosno”Nigdy nie kwestionuj decyzji”.I nie myslalam juz o piatku ani o alkoholu,niech spada,piatek cholerny.Miedzyplanetarny mix-piatek plus alkohol rowna się lot na orbitę.Oj tak,w moim wykonaniu zawsze.Sobotni poranek ostre łubudubu na Ziemię.Nie nalezace do przyjemnosci.Po miedzyplanetarnym locie zostawal tylko kurz i odór paliwa.Wiecie co mam na mysli.Moze?:)Boze,jaka ulge odczuwalam i wczoraj i dzis.To tak jakby miec obsesje na czyims punkcie,myslec o tej osobie ciagle chociaz wiemy ze jest toksyczna i zle nas traktuje.I nagle obsesja znika.I czujemy sie wspaniale.I czujemy sie znowu soba.Dzisiaj rano rozmawialam z moja Sila Wyzsza,kimkolwiek lub czymkolwiek jest i dzekowalam,prawie ze smiechem za zabranie mi tej obsesji przynajmniej narazie.Poszlam pobiegac,cieszylam sie swietna pogoda,niebem sloncem.W pewnym momencie ktos zastapil mi droge i okazalo sie ze to osoba z AA ktora znam i lubie.Okazalo sie tez ze mieszkamy kilka domow od siebie a znamy sie juz troche nigdy wczesniej sie w tym parku nie spokalismy.Taki usmiech od Wszechswiata.Odnosnie decyzji-wiele razy obiecywalam sobie ze nigdy wiecej,przyrzekalam na wszystkie swietosci,na swoje zdrowie,zawieralam pakty z Bogiem w ktorego i tak nie wierzylam.W 2014 roku wybralam sie na soj pierwszy miting AA.Odczulam wielka ulge po spotkaniu osob zmagajacych sie z takim samym problemem jak ja bo myslalam ze jestem jedyna na swiecie ktora obiecuje sobie ze nigdy wiecej a nastepnego dnia budze sie z luka w pamieci.Obiecuje ze to ostatni raz,o 13 jeszcze jestem tego postanowienia pewna,o 15 zaczynam wymiekac a o 16 jestem w drodze do sklepu.I znowu poranek,probuje ulozyc w glowie kawalki wieczoru.Dzien Swistaka,bledne kolo.I tak przez lata.Wiec postanowilam sprobowac AA.Nikt mnie nie namawial,moja rodzina nie sadzila ze mam jakis wielki problem,ze po prostu lubie wypic i pojechac po bandzie od czasu do czasu jak wiekszosc osob.Po jakims czasie znalazlam sponsor,robilysmy razem 12 krokow.Niewatpliwie krok 4 i 5 byly czyms w rodzaju przelomu,oczyszczenie z mrokow przeszlosci,opowiedzenie komus nieprzyjemnych rzeczy ktore trzymalam dla siebie.Chodzilam na mitingi.Bylam trzezwa 2,5 roku.Ale bylam chodzaca depresja,Panna Smutek i Przygnebienie.Nie cieszyla mnie trzezwosc,byla jak balast ktory musze za soba ciagnac bo nie mam innego wyjscia,pic przeciez nie moge.Czulam ciagle jakby mnie w zyciu omijalo tyle swietnych rzeczy,nie potrafilam sie cieszyc trzezwym koncertem,nie celebrowalam swoich urodzin.Niewiele w swoim zyciu zmienilam.Niekore osoby wokol mnie trzezwialy i rozkwitaly,ja stalam w miejscu.Nie moglo skonczyc sie inaczej niz drinkiem.Pozniej zmiana sponsor,8 miesiecy bez alko-drink-zmiana sponsor-6 miesiecy-drink.Rok temu spotkalam niesamowita osobe ktora zostala moja sponsor.Dzieki niej odkrylam brakujacy element trzezwienia i cos o czym na mitigach nie slyszalam-wspoluzaleznienie.Jako wspoluzalezniona osoba moje szczescie i dobre samopoczucia uzaleznialam od innych ludzi.Bylam zalezna od czyichs emocji,humorow,Chlonelam je jak gabka i bralam na siebie.Nie potrafilam mowic NIE.Bylam “naprawiaczem”-staralam sie poprawic czyjs nastroj,naprawiac sytuacje,sprawiac zeby ktos poczul sie lepiej.Nie ja,Ktos.To byl krok milowy,Zaczelam sie dosc szybko zmieniac dzieki pracy nad soba,zmienilam dynamike w moim zwiazku,powoli uczylam sie mowic nie.Niestety ciagle marzylam o tym zeby byc jak”normalni”ludzie,moc pic czasami(w moim przypadku niemozliwe ale ludzilam sie ze tak).W marcu znowu zlapalam za drinka.Poniewaz od czasu wspolpracy z ta osoba faktycznie sie zmienilam,jakimz szokiem bylo dla mnie moje achowanie kiedy pilam.Stare schematy myslenia wrocily,obłęd,szok ze ja jednak faktycznie nie mam kontroli,mysli skupiajace sie na alkoholu i wokol niego(pic czy nie,kiedy,gdzie kupic,jak rano wstac,w ktorym sklepie),zachowanie osoby opętanej po prostu,jakby obca osoba zamieszkala w moim ciele,w mojej glowie.SZok.Poczucie rozszczepienia-wiedzialam ze tego nie chce ale nie umialam przestac.Zalozylam aplikacje na telefonie gdzie online korespondowalam ze spolecznoscia ludzi kozy zmagaja sie z alkoholem,narkotykami,serce pękało.Razem liczylismy trzezwe dni,dzien 1,dzien 2,jak przetrwac cholerny piatek.nie pamietam tak dlugiego tygodnia w moim zyciu.Tak trudnego.Zeby przetrwac kolejny wieczor bez alkoholu “pocieszlalm sie badziewnym jedzeniem,Netflixem.Byle przetrwac.Bo moze kiedys bedzie lepiej.Bo TERAZ jest okropne.Niektore osoby rozkwitaly z dnia na dzien.Nie ja.Ja w miejscu lub wstecz.Wiec po kilku dniach drink.I nastepny tydzien obledu.Pamietam tamta niedziele bardzo dobrze-piekny sloneczny dzien.Wybralismy sie na przejazdzke rowerowa.Od kilku dni modlilam sie do jakiejkolwiek sSily Wyzszej-Natury,Boga,Dusz osob ktore znalam.Wtedy jadac rowerem tez sie modlilam.I taka mysl mi przyszla do glowy ze ja mam zle podejscie do trzezwosci.Ze ona nie jest przykra koniecznoscia,ze jest moim wyborem.Pieknym wyborem.I prostym-koniec z tym jezeli o mnie chodzi.I kropka.Nie ma debatowania nad tym,zastanawiania sie,pytan,kwestionowania.Ze niczego nie trace nie pijac,wrecz przeciwnie-wybieram zycie bez alkoholu,wybieram dni bez kaca,wybieram poranki o zapachu cytrusa,wybieram usmiech mojego dziecka,wybieram godnosc,wybieram spokoj zamiast pustego smiechu.Nie potrzebuje pocieszen i nagrod-zycie bez alkoholu jest nagroda.Jest tyle rzeczy ktore zawsze chcialam robic-joga,medytacja,zobaczyc wschod slonca(widzialam tylko po pijaku wstyd sie przyznac i raczej nie zwracalam nie niego zbytniej uwagi)”Czemu do cholery tego nie robie??!!”pomyslalam.Od poniedzialku uczę się jogi,medytuje wieczorami,zamiast pocieszac sie rzeczami wybieram spacery(robie wtdy zdjecia)Wiem ze zyjac tak samo jak do tej pory bede trzezwiec tak jak do tej pory czyli byle jak,szaro i buro.Co sie stalo tamtej niedzieli nie wiem.Wiem ze dzis jest sobota i nawet nie pomyslalam o tym zeby sie napic.Nie pytam samej siebie juz o zdanie w tej kwestii.Nie kwestionuje.Pomysl na opaske pojawil sie po przesluchaniu podcastu jednej blogerki ktora sobie wytatuowala taki napis NQTD-Never Question The Decision.Pomyslalam ze to swietne i poki co-baedzo mi pomaga:)

Published by joannadark123

Trudno napisac cos o sobie kiedy sie do konca nie wie kim sie jest.Odkrywam powoli.Lubie slonce,bieganie i kundalini.I lecze sie z uzależnienia od alkoholu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: