Wściekłość

Wczoraj byłam smutna,przedwczoraj byłam smutna.W niedzielę byłam smutna.Dzisiaj jestem wściekła na maksa.Przez cały tydzień wracam z roboty,gotuję obiad,robię z dzieckiem lekcje które zajmują dużo czasu,później zabieram go do parku.Robię kolację,czytam książkę na dobranoc.Dzisiaj się rozjechałam.Nie dałam rady go nigdzie zabrać i czuje że tak dłużej nie pociągne.Ludzi dorosłych w domu dwoje.Wniosek?Kończę z braniem wszystkiego na siebie.”A”sie nie przejmuje niczym,chociaż wiele razy mu mówiłam jak do ściany że potrzebuję pomocy.A-jak to czytasz to dobrze,może slowo pisane do Ciebie trafi.A jak nie trafi to mam to w dupie.Jutro będą na obiad kanapki,pojutrze też.

Pora na opiekę nad sobą.Nie mam wpływu na zachowanie innych ludzi.Mam wpływ tylko na siebie i czuję że to czas na zmiany.

Niedojrzałość

Na wstępie dziękuję dziewczyny za wsparcie i komentarze do ostatniego wpisu.Dałyście mi siłę żeby iść do przodu mimo wszystko.Dzień 63,dzieki!

Zastanawiałam się co mnie tak tamtego dnia rozpieprzyło.Właściwie to wieczorem już wiedziałam.Od czasu do czasu dopada mnie uczucie wielkiej pustki.Czuję się jakby mnie wszyscy opuścili.I chciałabym żeby ktoś się mna zaopiekował, zapytał jak się czuję, jak się właściwie mam;powiedział żebym o siebie dbała, żebym zjadła śniadanie.Wiem, brzmi to dziwacznie ale nic nie poradzę.Plus uczucie że jestem sama na swiecie,uderza z wielka moca. Irracjonalny lęk bo mam ludzi wokół siebie którzy mnie kochaja.Wiem o tym ale uczucie się nie zmienia.

Wiele lat temu miałam kumpla.Mieszkaliśmy w tym samym mieście ale rzadko się widywaliśmy.On miał dziewczynę, ja też z kimś byłam.Była między nami jakaś dziwna więź.Podobne doswiadczenia, podobne upodobania.Często do mnie dzwonił .Gadaliśmy o dupie marynie, dużo się smialiśmy.Zawsze mnie wyganiał do kuchni żebym coś zjadła.Rozumiał doły bo sam je miał.Pytał o samopoczucie i uważnie słuchał.Ja robiłam to samo dla niego,działało w dwie strony. Z czasem czuliśmy że to coś więcej niż przyjaźń.Byliśmy oboje jak na haju.Któregoś dnia za bardzo się zbliżył a ja poczułam strach,niezbyt wiedziałam w tamtych czasach o co mi chodzi.Powiedziałam że musimy zerwać kontakt.Koniec.Ok,powiedział.Zamilkł.Walnęło mnie wtedy na całego, bez przerwy płakałam, jakby świat się skonczył. Nie wyobrażałam sobie życia bez jego telefonów kiedy wracałam do domu. Bez pytań o to jak się mam. Czułam że sobie nie poradzę,że bez niego jestem bez wartości.Wyłam i powtarzałam w myślach “ja tego kurwa nie przeżyję”.Jakbym nie była dorosła pełnowartościowa osoba która wczesniej świetnie sobie radziła. Teraz wiem że nie wyobrażałam sobie życia bez jego opieki, nie chodziło o miłość tylko o opiekę.

Nie myślę już o nim zbyt często.Ale to pragnienie pozostało.Wczoraj rozmowa z L. Powiedziałam jej jak sprawy się mają.Podziękowała za szczerość.Powiedziała że z nia było podobnie.Dom w którym nie było miłości,rodzice nie mogli jej dac czegoś czego sami nie mięli. U mnie temat ojca powrócił. Mama się starała, okazywała nam miłość przygotowując jedzenie,dbając o nas fizycznie. Ale to byly dla niej trudne czasy,ojca nigdy nie bylo, ze wszystkim musiała sobie radzić sama wiec wiadomo,nie była w stanie spełniac naszych emocjonalnych potrzeb. L powiedziała że jest w nas niedojrzałość tych dzieci które domagały się milłości i opieki i ona często daje o sobie znać w dorosłym życiu.Przybiera różne formy.Dlatego często nieświadomie wybieramy osoby nie dlatego że je kochamy,tylko dlatego że spełniaja nasze ukryte potrzeby, przynajmniej tak nam się wydaje.To nas w nich pociąga.Oczywiście nie jesteśmy tego swiadomi.Niestety wiekszość związkow powstaje w ten sposób.Taki handel wymienny.L powiedziała że są dwie drogi-albo będę szukała miłości i opieki u innych ze szkoda dla siebie,albo je znajdę w sobie.Fuck,wiedziałam że to powie.Oraz że na moje samopoczucie może mieć też wpływ fakt że ja faktycznie dużo robię dla innych i czasami ja sama potrzebuję pomocy.Zastanów się nad swoją sytuacją powiedziała.

Po rozmowie z nia czułam jakbym się zderzyła z pędzącym pociągiem.Zdaję sobię sprawę co wprowadza w ruch cały łańcuch emocji tylko się zastanawiam czy będę w stanie kiedykolwiek na nimi panować.

Lot w dół

Dzisiaj czuję że się kurwa rozpadam.Nie to żebym była na różowej chmurze w ostatnim okresie ale dzisiaj czuję jakbym spadła z łomotem na mokrą ziemię.Rano siedziałam w łazience i wyłam.Każda czynność to wspinaczka na Mount fucking Everest.Pewnie ma na to wpływ jedno wydarzenie ale zastanawiam się że skoro drobne sprawy tak ściągają mnie w dół to jak sobię poradzę z prawdziwymi wyzwaniami,stratami.Nie wiem jak dalej żyć.W ostatnim czasie chyba tworzyłam nierealne wizje swojego życia.Dzisiaj dopadła mnie rzeczywistość.Pojechałam do sklepu po fajki i myślałam o butelce. Żeby już nie myśleć,nie czuć,z daleka od bólu.Przykryć się niebytem jak ciepłym kocem.Nie mówić nikomu.Butelki nie kupiłam ale myśli pozostały.Boję się że jeżeli tym razem zacznę chlać to już bedzie koniec,że się poddam. I że wszystko co osiągnęłam dzięki zdrowieniu zniknie bezpowrotnie.Tylko nie wiem jak dalej żyć.Dzień 60.

Akceptacja

Trudny dzień dzisiaj.Dzień nr 55.Spadek formy,przemęczenie.Praca,dom,dziecko.Obudzilam się pełna uraz do otaczającego świata.I ze strachem że dzisiaj nie dam rady fizycznie i psychicznie pogodzić wszystkich obowiazków. Ktoś mi dzisiaj powiedział żeby odpuścić.Zająć się tym co najważniejsze. Tak zrobiłam bo czułam ze wariuję.Całe popołudnia spędzałam ostatnio z dzieckiem w parku,do wieczora.Wracaliśmy zmęczeni, nie chciało mi się pisać.Plus moje szaleństwo na punkcie biegania,jogi,chodzenia po lesie. W niedzielę rano padało a ja i tak wybrałam się na spacer po lesie i parku.I wtedy mnie olśniło.Czy ja na pewno robię to dla siebie?Czy chodzi mi o to żeby udowodnić otaczającemu światu jak swietnie sobie radzę?Jaka jestem super zajebista? Byłam przeświadczona że swoim zachowaniem pomagam niektórym znajomym,pokazuję że można wyjść z dołka,poskromić depresję.Pod przykrywką pomocy innym chowało się moje niepewne siebie ego.Bo bardziej niż o pomoc innym chodziło mi o to żeby mnie chwalili.Szokujące odkrycie. Myślałam że to już mam za sobą ale nie.W tamtą niedzielę poczułam się jak na emocjonalnym kacu.W poniedziałek rozmowa z moją sponsor.L powiedziała mi że ciągle szukam akceptacji-recognition jak to określiła.Że ciągnie się za mną przeszłość,dzieciństwo.Ojciec który mi mówił że jestem brzydka,że nie uczę się tak dobrze jak moje koleżanki,że nic ze mnie nie będzie.Później przez całe lata szukałam tej akceptacji u innych,szczególnie u mężczyzn.Patrzyłam na siebie ich oczami.Kiedy mnie chwalili czułam się dobrze.Kiedy kochali,czułam miłość do siebie.Kiedy odrzucali,odrzucałam siebie,czułam się beznadziejna i bezwartościowa.Miało to duży wpływ na moje życie.Ciągłe wzloty i upadki.Kiedy przestałam pić zaczęłam dużo czytać.W książce Pawlikowskiej przeczytałam o miłości do siebie,takiej której nikt inny nie może mi dać,tylko ja.Później praca z L-kontynuacja dawania sobie bezwarunkowej miłości.Uświadomiłam sobie że w związkach poszukiwałam kogoś kto mnie naprawi,kto pomoże małej dziewczynce we mnie poczuć się dobrze.I że to niemożliwe bo inni nie mogą dopasować tego brakującego kawałeczka mojej duszy. Tylko ja moge to zrobic.Jestem za siebie odpowiedzialna.Dużo pracy przede mną.Bo ta mała Joasia często domaga się akceptacji od innych ludzi.W tym tygodniu próbowałam robić dobre rzeczy DLA SIEBIE.Joga-dla mnie,nikt nie musi oglądać i podziwiać.Bieg-wtedy kiedy czuję że JA tego potrzebuję.Las-jasne,ale nie muszę obwieszczać światu że chodzę wśród drzew jak nawiedzona muza.Jeszcze jedno-zdałam sobie sprawę że nieświadomie manipuluję.A właściwie czasami świadomie.Na przykład żeby wzbudzić zazdrość.Albo zasiać niepokoj.Cała gama różnych drobnych, niezdrowych zachowań.Dzisiaj modlę się do mojej Siły Wyższej o akceptację.O dostrzeganie szybko kiedy chcę manipulować.I o pomoc w przeżywaniu chwil dla siebie.Nie dla innych.

Z

Dzien 46

Dawno nie pisalam,jakoś motywacja do pisania mi opadła.Sponsor mnie motywuje do pisania,wiem że to dla mnie dobre,wiem ze mogę w każdym momencie przeczytać jak to było na początku,jak jest dalej.Żeby pamietać.Więc tak-kilka rzeczy na plusie,kilka na minusie.Na plusie to że porozmawiałam szczerze ze sponsor,powiedziałam jej o mojej alko-wpadzie w marcu co wcześniej zataiłam,wstydziłam sie,nie byłam pewna czy ja właściwie chcę dalej zdrowieć z czyjąś pomoca.Wydawało mi się dobrym pomysłem żeby dalej zdrowieć sama.Któregoś dnia podczas naszej rozmowy powiedziała mi że jeżeli chcę dalej zdrowieć to musimy zacząć znowu pracować.Była przy tym dosyć stanowcza co mnie zdziwiło bo nigdy nie wywierała na mnie nacisku.Oczywiście złapałam do niej urazę,w pierwszym momencie chciałam się wycofać,pomyślałam że ja to wszystko pieprzę.Przemieliłam ten gniew i niechęć przez parę dni i doszlam do wniosku że tak,ma rację,że chcę dalej sie rozwijać z jej pomoca.Bo bardzo mi pomogła przez rok współpracy,byłam w stanie dużo rzeczy dzieki niej zrozumieć,widziec swoje niezdrowe zachowania.Wiec przedwczoraj zebrałam się na odwagę i powiedziałam jej prawde,powiedziałam o mojej silnej obsesji alkoholowej i o tym że dzieki pracy z nią nie umiałam się juz odnaleźć po drugiej stronie,jako osoba pijąca.Jej reakcja?-pełna zrozumienia oczywiście.Bez osądzania.Nie wiem jak mogłam w to wątpić.Bardzo się ucieszyła ze powiedziałam jej prawdę i powiedziała ze to picie musiało się wydarzyć żebym sobie zdała sprawę że już tego gówna nie chcę.Zaproponowała miting online.Ściągnęłam aplikację zoom i włàczyłam się w miting.Było tylko kilka osób.Na początku czułam się dziwnie,nieswojo,byłam dość speszona.Ale później było ok.Założyłam że będzie źle nawet nie próbując.Kiedy spróbowałam okazało się że jest ok.Powiedziałam o tym na mitingu.Inne osoby też wypowiadały się na temat uczuć.Bez pustych sloganów,bez pieprzenia.Sama surowa prawda.Pomogło mi to,gdzieś tam w srodku czułam że sama daleko nie zajade.No i oczywiście uczucie ulgi kiedy powiedziałam prawde-bezcenne.Nie myślę już co wieczor o piciu.Ale nie pozbyłam się zupełnie niezdrowych zachowań,jedna obsesja przechodzi w inne,mniejsze lub większe,nie umiem być w bezruchu,stale w biegu jskbym przed czymś uciekała.Wczoraj rano bieganie,cały dzień mega aktywny a wieczorem znowu chciałam biegać.Ucieczka od swojej glowy.Od uczuć ktore teraz jak lawina mnie zalewają.Od dziwnych i nierealnych marzeń i dziwacznych fantazji na temat mojego życia.Teraz też siedzę nad rzeką i to piszę,nie mogłam w domu usiedzieć.Glowa w ogniu.

Dzień 36

Więc jest tak-ostatnie kilka dni były niełatwe jeśli chodzi o pracę,dziecko które nie chodzi w dalszym ciagu do szkoły,wszystkie domowe obowiazki.Byłam przemęczona i opuściłam się w bieganiu,jodze,modlitwie,spacerach.Na efekty nie trzeba było długo czekać,zaczęłam się jakby odrywać od rzeczywistości,uciekałam w świat marzeń co miało miejsce zawsze kiedy piłam.Ze sponsor nie rozmawiałam od kilku dni.Właściwie też zero kontaktu z innymi osobami z uzależnieniem.Wczoraj(sobota)pod wieczór zaczęło mnie łapać rozdrażnienie,niepokój,szukałam jakiejś odskoczni,adrenaliny.Bałam się że się złamię,że zacznę chlać.W tv leciał program o Ericu Claptonie,opowiadał o swoim uzależnieniu od alkoholu,o tym jak przestał i co to zmieniło.Pomogło.Poczułam się lepiej,wiedziałam ze idę w dobra stronę.Uświadomiło mi to też że jednak potrzebuję AA i mitingów,innych ludzi i ich historii które pomoga w takich momentach jak wczoraj.Pomyślałam że czekam na ranek i jakby on wygladal gdybym piła.Dzisiaj wstałam wcześnie,zrobilam śniadanie dziecku,joga pomogła mi się obudzic,o 9 bieganie z kumpela.Las pachniał niesamowicie po nocy z deszczem.Wróciłam do domu,przygotowałam jedzenie na później,spojrzałam na zegarek,była 10:30.Gdybym piła wieczorem to pewnie zwlekłabym się z łóżka o 9:30.Poczułam satysfakcję i radość,zobaczyłam takie realne efekty bycia trzeźwa osoba.Nie jest źle,naprawdę.A odnoszac się do czynności ktore mi ostatnio pomagaja-kupilam kolorowe nici i wyszywam wzory na dzinsowej kurtce.Mam zajęcie,całkiem dobrze się przy tym bawię i odciaga moja głowe od rzeczy które mi po prostu szkodza.To tyle.Buźka

Coś o miłości

Ksiażka która wywarła na mnie duże wrażenie

Dzień 31.Plusy bycia trzeźwa osoba:wstaję rano i generalnie doceniam to co mam(oprócz poranków kiedy nie doceniam i marudze,dość szybko się na tym jednak łapię i staram się docenić).Zauważam przyrodę wokół siebie.Kawa rano smakuje bosko.Nie sprawdzam telefonu rano bo wiem że poprzedniego wieczoru nie wypisywałam do nikogo bzdur.Czuję się dobrze fizycznie i mam dużo więcej energii.Wygladam o niebo lepiej.Jestem soba,przestałam rozjaśniać włosy żeby być blondi i lubie moje ciemne włosy.Mam dużo więcej przestrzeni w umyśle bo odeszło ciagłe myślenie o piciu lub jak przestać pić.Biegam,ćwiczę jogę(nie codziennie ale dość regularnie).Poczucie własnej wartości wzrosło.A minusy?Minusów nie ma ale kłamałabym gdybym nie przyznała że jest w tym moim trzeźwieniu też dużo szaleństwa,że sa momenty kiedy nie wiem co robię i nie jest lekko.Czasami nie umiem znaleźć sobie miejsca,nosi mnie miedzy domem a ogrodem,łapię za coś i odkładam.Czasami po bieganiu siadam nad rzeka i płaczę bo czuję smutek i zagubienie.Bywaja wieczory z netflixem i czekolada.Tak.Bywaja gówniane dni.Ale nie zamieniłabym ich za wieczory z piciem.Przynajmniej mogę teraz patrzeć w lustro.Mogę podejmować niezależne decyzje bo kiedy piłam,nie mogłam.Wszystkie alkohol dyktował.Teraz mam w sobie więcej spokoju.Pamiętam kiedy przeczytałam ksiażkę Caroline Knapp-“Drinking-a love story” wiele lat temu kiedy ciagle jeszcze piłam.Porównała picie do historii miłosnej,dla mnie strzał w dziesiatke bo dla mnie tez nic i nikt się nie liczył,ważny był tylko on-Alko.Był moim towarzyszem przez lata,koił w złe dni,dodawał radości dobrym,dodawał odwagi,kolorytu,sensu.Z biegiem czasu zaczął byc nieprzyjemny,nieobliczalny i często dawał w twarz.Zdradzał moje zaufanie.Zostawiał samą w dziwnych miejscach.Upokarzał i wywoływał łzy.Próbowałam zrywac,przepraszał i mówił że tym razem będzie inaczej.Nie było.Kiedy odeszłam nie dawał o sobie zapomnieć.Teraz uczę się życia bez niego,coraz rzadziej tęsknię,wiem że bez niego jest 100 razy lepiej.Dla mnie to tez jest love story z kiepskim zakonczeniem.Każdy kto też wpadł w jego objęcia dobrze mnie zrozumie.Przyszlo mi coś do glowy,szukam swojej trzeźwej piosenki,czegoś co mi da pozytywnego kopa w kiepski dzien.Jakieś sugestie?😁

Lady Drama

Jest ok.Obsesja jakby odeszła,ostatnie dni pod tym względem były spokojne.Czasami myśle o alkoholu ale nie o piciu go.Przynajmniej narazie.Jestem spokojniejsza,nie rozważam,nie tęsknie.Cenie poranki takie bezproblemowe,wstaje,zawsze kąpiel z jakimś olejkiem(cytrynowy na topie ostatnio),wanna to jest bezpieczna przystań rano,biorę książkę z medytacjami/rozważaniami,modle się a raczej rozmawiam z moją Siłą Wyższą,proszę o przewodnictwo.Piję kawę która rano najlepiej smakuje.Nie katuje się z powodu tego że rano nie ćwiczę jogi ostatnio,trudno mi było rano przed pracą ogarnąć jogę,dziecko,wszystko,miałam z tego powodu wyrzuty sumienia,próbowałam wcześniej wstawać ale nawet jeżeli wstałam to jakoś nie szło.Nie jestem poranną osobą.Zamiast tego ćwiczę i medytuję pod wieczór,czasami tego samego dnia biegam a czasem bieg z jogą naprzemiennie.Pogodziłam się z tym że w ten sposób to działa najlepiej.Nie wyrzucam juz sobie.Odpieprzyłam się od siebie pod tym względem.Kumpela z AA,ta od biegania włączyła mnie do grupy kobiet z AA na whatsuppie,niektóre znałam,innych nie.Na początku pomyślałam że fajnie ale po jednym dniu myślałam że oszaleje,wiadomości przychodzilły co chwilę,nie mogłam spokojnie czytać ani sluchać,moj telefon jest dla mnie multifuncyjny,jest książką,radiem,kanałem muzycznym,telefonu używam kiedy piszę bloga.Kiedy wiadomości pojawiały sie nawet po przed 23 poczułam irytację i opuściłam grupę.Dzisiaj kumpela do mnie zadzwoniła i zapytała dlaczego,musiałam powiedzieć prawdę że po prostu to nie dla mnie.Że wnosi więcej chaosu niż spokoju jeżeli chodzi o mnie.Długo to później mieliłam w głowie,że zachowałam się nieładnie,że powinnam należeć do grupy itd ale naprawdę czułam że to nie dla mnie.Że bardzoej chciałam to zrobić dla niej albo innych ludzi.Powiedziałam nie,byłam asertywna,odchorowałam to,kropka.Nie ma co roztrząsać.Taki był motyw przewodni mojego dnia.Od dziecka byłam uczona że trzeba być grzecznym,ulożonym,żeby nie mówić tego co się myśli naprawdę.Byłam bardzo dziwnym dzieckiem,wszystkiego się bałam,szkoły,dzieci,dorosłych.Prześladował mnie lęk przed śmiercia,w szczególności że mama umrze,pamiętam że miałam niezłego swira na tym punkcie.Ojca nigdy nie było a jak był to wszyscy woleli żeby go nie było,krytykował i poniżał.Jako nastolatka byłam wystraszona i niepewna siebie NA MAKSA.Facetow postrzegałam jak inny gatunek.Wlaściwie moich nastoletnich lat nie pamietam,byłam bardzo poważna jak na swój wiek.Szaleć zaczęłam po dwudziestce.Jak w wiekszości historii które poźniej słyszałam alkohol był dla mnie kanałem transmisyjnym do innego świata,strach znikał,jak chlapnęłam byłam nieustraszona i waleczna,pewna siebie,intrygujaco szalona.Przynajmniej ja tak o sobie wtedy myślałam.Prawdopodobnie dla większości osób które wtedy spotkałam byłam po prostu szalona.W żałosny sposób.Dziwię się że wyszłam z tego cało kiedy myśle o wszystkich niebezpiecznych sytuacjach w jakie sie wplatywałam przy udziale alko.Dziwię się że moi przyjaciele przy mnie zostali,w szczególności D która najbardziej doświadczyła na wlasnej skórze uroki przebywania ze mna kiedy chlałam.Została i dziękuję Bogu(naprawdę)że jest.Po wszystkich moich jazdach,matactwach i całym tym bajzlu.W późniejszych latach picia już nie lubiłam mojej alko-wersjii.Bałam się jej.Nigdy nie wiedziałam co znowu wymyšli.Co komu nagada,dokad polezie,jak skończy się wieczór.Czy znowu skręci kostkę,złamie palca czy rozwali glowę.Czemu śpi w dżinsach i kurtce(znowu).Czemu zostawiła drzwi do domu otwarte,gdzie zostawiła plecak,porfel,ulubiona apaszkę.I cały ten dramat który wokół siebie tworzyła-lady drama pokrzywdzona przez świat.Bardzo smutna osoba.Cieszę się że dzisiaj,w środę 27 maja nia nie jestem.Jest ok.Jest spokojnie.Nie ma dramy

Dzien 22

Dzisiejszy dzień jakiś taki dziwny,srednio pozytywny,zeszłej nocy nie mogłam spać i dzisiaj rano spałam za długo.Wstałam na wstępie niezadowolona z siebie że tyle poranka mi uciekło.Tyle dobrego że udało mi się poćwiczyć jogę i to bylo super.Spotkałam się z L,moją sponsor,niestety nie mogłam się zdobyć na odwage żeby z nią szczerze porozmawiać na temat mojej silnej alko-obsesji.Nie jest z tych „strasznych sponsorek”,nie boję się jej,jest wyrozumiała i dała mi dużo wsparcia przez ostatni rok.Może wlasnie dlatego tak trudno mi jest jej powiedzieć,bo nie chcę jej rozczarować,bo tak dużo czasu mi poświęciła a ja czuję że się cofam.Bo ja jestem z tych co to lubią ludzi zadowalać a nie rozczarowywać,typowy people pleaser.Chodziłyśmy po lasach,rozmawiałyśmy,było miło i nie chciałam spieprzyć atmosfery.Spieprzyć atmosfery nie chciałam!!!-jak to teraz pisze to nie wiem czy to wymówka czy współuzależnienie,bo przecież w relacji ze sponsor nie chodzi o to żeby było miło.Może zabrakło gotowości,musze z moja Siła Wyższą pogadac,poprosić o odwagę.Współuzależnienie mi się dzisiaj kłania po całości-ktoś chyba jest na mnie trochę obrażony i mocno to przeżywam.Oczywiście chłonę uczucia innych jak gąbka.I żeby dowalić na koniec-zgubiłam moją trzeźwa bransoletke!!😢Musiała się odpiąć w lesie.Muszę skonstruować jakąs inna i wydrapać na niej moje trzeźwe motto.Z tego wszystkiego najlepsze jest to ze nie myślałam o piciu dzisiaj.Mój dzieciaczek dzisiaj śpi w mojej sypialni,słodko wygląda❤️